Wilgotność powietrza jest groźniejsza dla depresji niż brak słońca – wynika z badań prowadzonych w Klinice Psychiatrii Dorosłych USK w Białymstoku. O depresji i jej sezonowości mówili wczoraj (23 lutego) specjaliści z okazji Dnia Walki z Depresją.
Prognozuje się, że do 2030 roku depresja będzie najczęściej występującą chorobą u ludzi. Statystyki Światowej Organizacji Zdrowia wskazują, że może ona dotyczyć nawet 350 mln osób na całym świecie. W Poniedziałek, 23 lutego w Klinice Psychiatrii odbyła się konferencja prasowa na ten temat, w której udział wzięli: prof. Napoleon Waszkiewicz, kierownik Kliniki Psychiatrii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, oraz lek. Piotr Rutkowski, kierownik Centrum Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży w Uniwersyteckim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Białymstoku.
Jak okazuje się w przypadku depresji zauważalna jest pewna sezonowość. O ile większość ludzi wiąże spadek nastroju z brakiem światła, okazuje się że ze wszystkich czynników atmosferycznych największym determinantem jest wilgotność powietrza. A jeszcze bardziej jej wahania.
– Wiele czynników pogodowych wpływa na nasze samopoczucie, ale w naszych badaniach okazało się, że to szczególnie wilgotność powietrza decyduje o nasileniu stanów depresyjnych – mówił prof. Napoleon Waszkiewicz. – W związku z tym to, co dzieje się w pogodzie, bezpośrednio wpływa na to, co dzieje się z naszym układem immunologicznym. A to z kolei determinuje głębokość stanów depresyjnych. Im większy stan zapalny się pojawia w organizmie, tym większe nasilenie depresji.
Prof. Waszkiewicz przyznaje, że na naszą psychikę niekorzystnie wpływają zmiany poziomu wilgotności powietrza. Tegoroczna zima, choć uciążliwa, bo mroźna i ze śniegiem, była lepsza dla jego pacjentów. Znacznie gorzej ludzie znoszą tzw. „chlapy” , czyli zimy bez mroźnych dni, za to z deszczem.
– To, co dzieje się z naszą psychiką, określa również nasz stan immunologiczny – dodaje prof. Waszkiewicz. – Są różne rodzaje odporności. W zależności od tego, które się uruchamiają, mamy albo stany maniakalne i psychotyczne, albo pojawiają się stany depresyjne w związku ze zmniejszeniem aktywności okolic czołowych i podkorowych. Niedawno przeprowadziliśmy badanie wśród pacjentów ze schizofrenią i wnioski się potwierdziły.
Lekarze kontynuują badania szukając czynników etiologicznych czyli np. wirusów, bakterii czy toksyn, które dokonują zmian w odporności i tak wpływają na stan psychiczny.
– Są różne wirusy, np. norowirusy, które przenikają filtry wodne i powodują nawracające delikatne stany zapalne w organizmie – tłumaczy prof. Waszkiewicz. – Przeciętny Kowalski nawet tego nie odczuje. Ale niekiedy układ immunologiczny za mocno reaguje na tego typu stany i się uaktywnia. To jest podobnie jak w chorobach alergicznych. Jest mały czynnik, który nie działa na większość populacji. Natomiast u osób, które mają układ immunologiczny gotowy do takiej nadaktywności, uaktywnia się, podobnie jak w przypadku alergii.
Zespół Kliniki Psychiatrii w ramach programu Białystok Plus przebadał 400 osób. Pacjentom pobierano krew, mocz i ślinę oraz określano ich stan immunologiczny. Ponadto pacjenci oceniali na skali, jak się czują. Wyniki te wiązano z czynnikami pogodowymi – od wilgotności, przez prędkość wiatru, aż po ciśnienie. Dodatkowo w ostatnim czasie Psychiatrzy z USK przeprowadzili badanie dotyczące schizofrenii, które potwierdziły wyniki pierwszej puli badań.
– Depresyjność jest większa jesienią, zimą i wczesną wiosną. Z kolei stany maniakalne i psychotyczne pojawiają się częściej późną wiosną oraz wczesnym latem – mówił prof. Waszkiewicz.
Inaczej wygląda to u dzieci.
– W grupie, którą zajmujemy się w oddziale – wśród adolescentów i dzieci – czynnikiem, który głównie wpływa na sezonowość zmian, jest rytm szkoły oraz rytm interakcji w domach, rodzinach i szkołach, a także doświadczenie różnych form przemocy i zaniedbania – mówił dr Piotr Rutkowski, kierownik Centrum Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży. – Grupa, którą się zajmujemy, jest przede wszystkim narażona nie na zmiany immunologiczne wywołane przez czynniki atmosferyczne, ale na zmiany immunologiczne spowodowane doświadczeniami przemocy, agresji czy zaniedbania. Myślę, że to główny czynnik determinujący dynamikę problemów pacjentów, którymi się zajmujemy.
W Centrum Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży okres wakacji, ferii zimowych czy świątecznych jest czasem, kiedy hospitalizacji jest mniej.
– Ale to nie znaczy, że tych problemów nie ma. Być może jest więcej bodźców, które powodują, że możliwości kompensacji i radzenia sobie zostają wyczerpane, a młodzi ludzie trafiają do naszego oddziału w kryzysie – często samobójczym lub innym – przyznaje lek. Rutkowski. – Apeluję do rodziców, by słuchali swoich dzieci. Przede wszystkim słuchali tego, co młodzi ludzie mówią, słuchali ich skarg i nie oceniali. To bardzo proste rzeczy.







