Stracił połowę pola widzenia. Pomogli mu neurochirurdzy z USK w Białymstoku

Pan Zbigniew Kłosowski z Ostródy pewnego dnia obudził się i zauważył, że jednym okiem widzi „połowę” obrazu. Okuliści zbadali oko – i stwierdzili, że jest ono zdrowe! Podejrzewali, że przyczyną dolegliwości może być wzrost ciśnienia wewnątrzczaszkowego lub ucisk na nerw wzrokowy. Pomoc otrzymał od neurochirurgów z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.

Utrata pola widzenia, postępujące zaniewidzenie, a jednocześnie prawidłowo wyglądająca gałka oczna i rezonans magnetyczny, który nie pokazuje żadnych nieprawidłowości. Dla części pacjentów taka sytuacja oznacza miesiące poszukiwania przyczyny i nieskutecznego leczenia. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku działa zespół, który od lat zajmuje się tymi trudnymi do wyjaśnienia przypadkami zaburzeń widzenia. Pacjenci z całej Polski trafiają tu na specjalistyczną diagnostykę, a w wybranych przypadkach także na małoinwazyjne operacje, których celem jest uratowanie widzenia.

– Od kilkunastu lat zajmujemy się zaburzeniami widzenia o niejasnej etiologii, czyli takimi, w których przyczyna nie jest oczywista. Co ważne, nie wynikają one bezpośrednio z choroby gałki ocznej. A w takich przypadkach okuliści niewiele mogą pomóc – mówi dr hab. Tomasz Łysoń, kierownik Kliniki Neurochirurgii z USK.

Objawy pojawiają się najczęściej nagle. Pacjenci są w stanie czytać, rozpoznawać szczegóły, ale jednocześnie stopniowo tracą widzenie obwodowe. Pole widzenia zaczyna się zawężać, bywa, że proces postępuje w ciągu zaledwie kilku tygodni. Pacjent trafia do okulisty, który nie stwierdza choroby w obrębie gałki ocznej, a wykonywany rezonans magnetyczny nie wykazuje ewidentnych nieprawidłowości, jak obecność guza czy krwiaka. Tak było w przypadku 53-letniego pana Zbigniewa Kłosowskiego z Ostródy. Pewnego dnia – w lutym – obudził się, spojrzał przed siebie i zauważył, że nie widzi żony, która stała z boku. Trafił najpierw do dwóch okulistów, potem neurologa, a na koniec na neurochirurgię do szpitala w Olsztynie. Tam lekarze przebadali go z wszystkich stron. Wysunęli podejrzenie zaburzeń ciśnienia płynu mózgowo-rdzeniowego.

– Mózg znajduje się w zamkniętej przestrzeni czaszki. Każdego dnia organizm produkuje około pół litra płynu mózgowo-rdzeniowego, który następnie krąży i jest wchłaniany. Jeżeli jego odpływ lub wchłanianie zostają zaburzone, może dojść do wzrostu ciśnienia wewnątrzczaszkowego – tłumaczy dr hab. Łysoń. – Oczy są w pewnym sensie „wypustką” mózgu. Nerw wzrokowy otoczony jest wypustką opony mózgu, w której znajduje się również płyn mózgowo-rdzeniowy. Dlatego zaburzenia ciśnienia mogą bezpośrednio wpływać na funkcjonowanie nerwu wzrokowego. Jednym z objawów może być obrzęk tarczy nerwu wzrokowego, który można wykryć podczas specjalistycznego badania okulistycznego.

Co istotne, problemy te występują częściej u osób z otyłością, ale choć rzadziej, zdarzają się też u pacjentów o prawidłowej masie ciała. Diagnostyka wymaga współpracy wielu specjalistów z: okulistyki, neurologii, neurochirurgii, a w wybranych przypadkach także laryngologii.

Lekarze z Olsztyna przebadali Pana Zbigniewa i postawili właściwą diagnozę – problem z płynem mózgowo-rdzeniowych i obrzęk nerwu wzrokowego.

– Pani ordynator powiedziała mi: musi Pan jechać do Białegostoku, tylko tamtejsi lekarze są w stanie Panu pomóc – mówi mężczyzna.

Białostoccy lekarze mają duże doświadczenie i jako jedyni w Polsce są w stanie pomóc takim pacjentom. Już kilka lat temu w białostockiej Klinice, wykorzystując znajomość technik endoskopowych w operacjach mózgu, kręgosłupa, a także oczodołu, lekarze opracowali metodę małoinwazyjnego zabiegu: endoskopowe odbarczenie nerwu wzrokowego poprzez wykonanie nacięcia pochewki nerwu wzrokowego. Takiemu zabiegowi poddany został Pan Zbigniew.

– Nerw wzrokowy znajduje się wewnątrz specjalnej osłonki – pochewki nerwu wzrokowego, w której obecny jest płyn mózgowo-rdzeniowy – tłumaczy dr hab. Łysoń. – Jeżeli płyn gromadzi się pod zwiększonym ciśnieniem, pochewka może się rozdąć, a ciśnienie może prowadzić do obrzęku tarczy nerwu wzrokowego oraz uciśnięcia nerwu wzrokowego, a w efekcie do pogorszenia widzenia. My przez niewielkie nacięcie spojówki, bez przecinania mięśni poruszających gałką oczną, docieramy do pochewki nerwu wzrokowego tuż za gałką oczną i wykonujemy w niej mikronacięcie. Płyn mózgowo-rdzeniowy może dzięki temu wypłynąć, przez co likwidujemy ucisk na nerw wzrokowy.

Operacja endoskopowa, którą miał wykonaną Pan Zbigniew – to zabieg bardzo mało inwazyjny.  Klasyczna metoda stosowana w innych ośrodkach na świecie, umożliwia osiągniecie celu, jednak wymaga przecięcia mięśnia poruszającego gałką oczną, który musi być ponownie zszyty. Takie postępowanie może wiązać się m.in. z przejściowymi zaburzeniami ustawienia oka czyli np. zezem i długotrwałym gojeniem.

– W naszej technice nie przecinamy mięśnia, nie uszkadzamy żadnych struktur w oczodole, oprócz spojówki i pochewki nerwu – wyjaśnia specjalista. – Spojówka goi się szybko i jeśli zabieg przebiega bez powikłań, nie pozostawia widocznej blizny, a pacjenci właściwie mogliby opuścić szpital tego samego dnia, gdyby nie konieczność przeprowadzenia kontrolnych badań okulistycznych.

Zabieg choć trwa niecałą godzinę, jest bardzo trudny technicznie i wymaga specjalistycznych narzędzi. Za to efekty bywają spektakularne. U części pacjentów poprawa pojawia się niemal natychmiast po zabiegu. Nie oznacza to jednak, że operacja zawsze kończy całe leczenie.

– Ten zabieg często kupuje nam czas. Jeżeli uda się odbarczyć nerw i poprawić widzenie, mamy możliwość dalszej, spokojnej diagnostyki i leczenia przyczyny problemu. U części pacjentów efekt utrzymuje się długotrwale, ale u niektórych konieczne jest dalsze postępowanie – tłumaczy lekarz.

Jak podkreślają lekarze bardzo ważny jest tu czas. Im szybciej pacjent zostanie zdiagnozowany i zoperowany, tym większe są szanse na powodzenie.

 – Ważny czas diagnozowania i czas do leczenia – mówi Łukasz Lisowski, okulista z Kliniki Okulistyki USK. – Przyjeżdżają do nas pacjenci z całej Polski i zza granicy. I czasem zdarza się, że ten czas niedowidzenia trwa na tyle długo, że zmiany są nieodwracalne i już nie możemy pomóc.

Pan Zbigniew zabieg przeszedł w środę 19 sierpnia. Dziś (21 sierpnia) został wypisany do domu. Kontrola potwierdziła, że ustąpił obrzęk tarczy nerwu wzrokowego. Później, kiedy oko się zagoi, pacjent przejdzie pełną ocenę okulistyczną, która pozwoli określić, w jakim stopniu poprawiło się jego widzenie i zostanie ustalony plan dalszej diagnostyki i ewentualnego leczenia.

Białostocki ośrodek nie tylko leczy pacjentów, ale też analizuje wyniki i prowadzi badania naukowe dotyczące tych rzadkich i trudnych zaburzeń widzenia. Powstało z tego kilka prac naukowych. W ostatnim czasie ukazała się nawet publikacja na ten temat w bardzo prestiżowym, amerykańskim Journal of Neurosurgery – jednym z najważniejszych czasopism neurochirurgicznych na świecie.