Petardy i alkohol – niebezpieczny duet. Lekarze apelują o rozwagę

Połączenie fajerwerków i alkoholu to najczęstsza przyczyna urazów w noc sylwestrową. O tym, jak wyglądały ostatnie noce sylwestrowe oraz z jakimi zdarzeniami musieli mierzyć się lekarze SOR-ów, a także straż miejska i policja, mówiono podczas dzisiejszej konferencji prasowej w Uniwersyteckim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Białymstoku.

O obrażeniach, z jakimi trafiali do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku pacjenci w sylwestrowe noce w ostatnich latach, mówiła dr hab. Marzena Wojewódzka-Żelazniakowicz – zastępca dyrektora USK ds. lecznictwa, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz konsultant wojewódzki ds. medycyny ratunkowej.

– To są obrażenia ciała szczególnie po spożyciu alkoholu, ale też część tych obrażeń spowodowana jest różnego rodzaju materiałami wybuchowymi, od petard poczynając, które są najbardziej niebezpieczne – mówiła doc. Wojewodzka-Żelazniakowicz. – Według amerykańskich statystyk, które nie różnią się zbytnio od naszych obserwacji, między 65 a 75 proc. obrażeń ciała to te doznane w wyniku wybuchu petard. Pozostałe 30-25 proc. powstają w wyniku pozostałych materiałów wybuchowych typu race czy fajerwerki. Jeśli chodzi o obrażenia ciała spowodowane głównie, tak jak powiedziałam, petardami, to są one w granicach 300-500 incydentów w skali naszego kraju. W naszym przypadku jest to kilku pacjentów. Natomiast to są pacjenci, tak jak powiedziałam, często wymagający ogromnej uwagi, ponieważ oprócz tego, że mają obrażenia ciała, to są pod wpływem alkoholu i stwarzają trudności związane chociażby ze swoim zachowaniem.

U pacjentów, którzy zgłaszają się w noc sylwestrową – ok. 44 proc. ma obrażenia głównie rąk, u 25 proc. są to obrażenia twarzy, ale także obrażenia całego ciała. Jeśli chodzi o urazy twarzy są to: obrażenia oczu, od drobnych urazów rogówki aż do utraty wzroku, urazy akustyczne uszu i oparzenia. Oparzenia często współistnieją z obrażeniami kończyn. Zgłaszają się chorzy z niewielkimi oparzeniami, które są zaopatrywane ambulatoryjnie. Niestety zdarzają się też oparzenia, które sięgają często dróg oddechowych czy klatki piersiowej.

– Zdarzyło nam się takich pacjentów transportować do centrum leczenia oparzeń właśnie w związku z masywnością i ciężkością tego typu oparzeń – wyjaśniała doc. Wojewódzka. – Zwykle tych urazów doznają mężczyźni. Około 75 proc. to są osoby dorosłe, ale 25 proc. w tej grupie stanowią dzieci, więc to też jest dość duży odsetek.

Następnie prof. prof. Ewa Matuszczak – zastępca kierownika Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej UDSK mówiła o tym, że urazy wśród dzieci zdarzają się zazwyczaj wtedy, kiedy opiekunowie dzieci również są pod wpływem alkoholu.

– Zgłaszają się do nas dzieci z ciężkimi oparzeniami, urazami dłoni – mówiła prof. Matuszczak. – Zdarza się, że dziecko traci palce, traci dłoń. Są to też ciężkie oparzenia twarzy i dłoni. Są to urazy wymagające długiego leczenia, niekiedy także kolejnych operacji.

Prof. Maruszczak przyznała, że kilka lat temu w DSK trafiło dziecko poparzone podczas niewłaściwego używania petardy, którego życia nie dało się uratować.

Obecny podczas konferencji przedstawiciel Straży Miejskiej Krzysztof Tyszka, przyznał że od dziś straż miejsca kontroluje osoby sprzedające sztuczne ognie. Funkcjonariusze sprawdzają czy są one sprzedawane w oryginalnych opakowaniach oraz czy mają instrukcje w języku polskim. Apelował też, by fajerwerki kupować tylko w sprawdzonych miejscach i przed kupnem upewnić, czy petardy posiadają odpowiedni certyfikat (CE) dopuszczający do obrotu.

Z kolei mł. insp. Tomasz Krupa – rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji, przyznał, że co roku Sylwester to co roku czas wzmożonej pracy podlaskich policjantów.

– W ubiegłym roku w noc sylwestrową podlascy policjanci interweniowali średnio co 2 minuty – mówił. – Przez 12 godzin mieliśmy bowiem ponad 400 interwencji. I najwięcej interwencji dotyczyło osób pod wpływem alkoholu.

Przypomniał również że na Podlasiu sztucznych ogni można używać jedynie 31 grudnia, oraz 1, 13 oraz 14 stycznia.

Foto: A.Ludwiczak/UMB